
-Ja się poddaję!!!-krzyknęłam, kiedy moi bracia zaczeli mnie błagać, żebym dała im pograć na moim telefonie.
Po 20 minutach proszenia nie wytrzymałam i dałam im pograć 5 minut. Po jakimś czasie, mama zawołała, że idziemy na piknik szkolny. Bardzo się ucieszyliśmy, bo zawsze chodziliśmy na pikniki w przedszkolu moich braci. Teraz są już w zerówce, więc będziemy chodzić na szkolne pikniki!!!
Na imprezie pod szkołą było bardzo fajnie. Były różne występy i ciekawe stoiska. Ja prawie cały dzień przesiedziałam na stoisku z eksperymentami. Kuba (jeden z moich braci) latał po całym pikniku i prawie nie można go było znaleźć. Za to Marcin (drugi brat) zjeżdał z dmuchanej zjeżdżalni. Wpewnym momencie skoczył, poślizgnął się, odbił się dwa razy od zjeżdżalni i wyjądował na ziemi. Mama zaraz do niego podbiegła i zaniosła go na trawę (przypominam, że zjeżdżalnie stały na pustym parkingu). Zrobiło się duże zbiegowisko i wszyscy się mnie pytali:
-To twój brat???
-Co mu się stało???
-Ma wstrząs mózgu???
-Wyjdzie z tego???
A Marcin tylko leżał z poważną miną i się nie odzywał. Pani pielęgniarka zadzwoniła po karetkę i po jakimś czasie Marcin był w drodze do szpitala. Gdy mój braciszek po nieszczęśliwym wypadku miał sprawdzane, czy nie ma wsztrząsu mózgu, Kuba w tym czsie niczego nie zauważając zdążył: zagrać dwa mecze piłki nożnej, strzelić z łuku w samochód harcerzy, znaleźć 10 zł na trawie, wygrać główny los na loterii, wybrudzić się watą cukrową i wydać to 10 zł na lizaki. Pod koniec pikniku Marcin wrócił ze szpitala z poważną miną, i powiedział, że karetkarze zabrali go do takij rury, i ta rura go bardzo powoli wcięgnęła i że na pewno nie ma wstrząsu mózgu.
Dzięki temu zdarzeniu, wszyscy wiedzą, że to moi bracie. Dlatego jak robią awanturę w szatni, lepiej, żeby mnie tam nie było!!!